Od autora
Rysunek jest pasją mojego życia. Rysowałem od dziecka i była to dla mnie najlepsza zabawa. I tak pozostało, bo nie koniecznie talent musi być odskocznią do kariery. Nie zawsze swoją przewagę musimy wykorzystać do wyróżnienia się.
Dlaczego tak się stało w moim przypadku?
Pewnej zimy stulecia 1978 roku, gdy drzwi mojego domu zawiało śniegiem, postanowiłem po prostu nie wychodzić z domu. Ztresztą nie bardzo było po co, szaro smutno i zimno. Rysowałem i rysowałem, a absurdalna rzeczywistość sama narzucała tematy. Gdy śniegi stopniały zobaczyłem, że mam "wcale" grubą tekę niezłych rysunków. Zebrałem prace i poszedłem do "Szpilek", jedynego w Polsce poważnego pisma satyrycznego. W redakcji sympatyczny pan Julian Bohdanowicz powiedział, że rysunki nadają się.
Niebawem zobaczyłem pierwszy rysunek na łamach gazety. Radość była ogromna. Ruszyłem do wyścigu szczurów. Od tej chwili przez trzy lata rysowanie stało się dla mnie bardzo absorbującym zajęciem. Owładnęła mnie chęć opublikowania jak największej ilości prac. Wyłącznie dla satysfakcji i sławy, bo w tych czasach płacono tak marnie, że honoraria mnie nie interesowały. Nie zastanawiałem się ile prac zostaje odrzuconych i dlaczego. Do redakcji nosiłem to, co może przejść, a inne rysunki zostawiałem w skrzyni. Tworzyłem w dość oryginalny sposób. Najlepsze pomysły nagrywałem na dyktafon w łóżku tuż przed zaśnięciem, rano wszystko rysowałem. Pracowałem tak intensywnie, że nie miałem czasu na refleksje nad sensem moich starań.
Nagle wszystko stanęło - STAN WOJENNY. Gazety zamknięto, wszystko zamarło w przerażeniu. Kolejny już raz zacząłem wybierać się z większą ilością moich przyjaciół na emigrację. I chcąc nie chcąc wylądowałem na emigracji, ale wewnętrznej. Przyjaciele mówili: "Przecież nie będziesz dla nich rysować". Oczywiście, oczywiście, przecież zawsze rysowałem dla siebie, dla zabawy. Wtedy postanowiłem, że tak pozostanie. Miłość i pasję trzeba szanować.
Stoi u mnie w pracowni czarna skrzynia. Tu wrzucam moje nowe rysunki. Jak mój samolot już runie i roztrzaska się to ktoś znajdzie moją czarną skrzynkę...
|
Jacek Kiliński
|
Warszawa 2003
|




| |