SORRY, POTWORY




       Jego figurki - jak sam twierdzi - są kategori A. "Zrobiłem w warszawskiej Dziekance wystawę pod takim właśnie tytułem - KAT. A. Skoro klasyfikuje się ludzi, to żaden wstyd poklasyfikować ludziki z mojej rodziny. Ulepiłem 2000 - 3000 takich istotek. Pierwsza powstała z miłości. Zakochałem się w dziewczynie, 10 lat temu, byłem wtedy 17-latkiem. Ulepiłem miniaturkę: główka, torsik, rączki i nóżki, mojej wielkiej platonicznej miłości. Potem pojawiły się inne figurki. Lepię je z modeliny, nieraz z dodatkiem mąki, cukru, soli i emocji. Sól daje fakturę starej, popękanej skóry, a co do emocji - staram się rękoma wygnieść to, co widziałem lub czułem - piękno, zło, chamstwo, naiwność."

       Paweł, mówiąc o lepieniu, porusza palcami, jakby kształtował w nich modelinę. Zawsze miał niewiarygodnie sprawne ręce. Jeszcze w przedszkolu wymarzył sobie, że zostanie kowalem. Skończył zawodową szkołę kowalstwa, aleprzestało go wkrótce bawić spełnianie zamówień w rodzaju: kraty na drzwi, kraty na okna. Kraty robiło się według kilku wzorów. "Taki mieszczański design, można nieźle zarobić, ale... ja chciałem być wolny". Zdał maturę w szkole wieczorowej i dostał się na malarstwo w warszawskiej ASP. Maluje w stylu naiwnej metafizyki, tak mówi o swoich obrazach. Figurki - to ten sam klimat.

       Kiedyś podczas wernisażu bardzo szacownej wystawy w Zachęcie postawił na granitowym cokole modelinową figurkę z dużym, zawadiacko zadartym przyrodzeniem. Zwiedzający przystawali, by obejrzeć "dzieło sztuki", aż w końcu komisarz wystawy zorientował się, że granitowy, olbrzymi postument nie pasuje do kilkucentymetrowego ludzika. "To była moja pierwsza wystawa. Na drugą, taką prawdziwą pozbierałem od znajomych figurki, bo właściwie wszystko rozdaję zaraz po zrobieniu. Największe kolekcje mają moje dziewczyny i matka. Matka nosi w torebce kilka małych aniołków, bo uważa że są talizmanami szczęścia.

       Czasem lepię aniołki, czasem demony. Tak powstają różne serie. Na przykład seria 'wesołych cmentarzy'. W Polsce jest strasznie ponura, bizantyjska tradycja śmierci. Cała sztuka polega na odwróceniu wartości, zobaczeniu czegoś w inny sposób, stąd figurki gestapowców z anielskimi skrzydłami. Nie lepię konkretnych postaci. Za mało wtedy jest miejsca na fantazję. Może kiedyś będę robił portrety z modeliny. Oczywiście miniaturowe." Każdy materiał wyznacza formę. "Z gliny nie da się wypalać większych rzeźb niż półmetrowe, bo glina pęka jak skorupa - twierdzi Paweł. - modelina, a miałem z nią doczynienia, jako jeden z pierwszych w Polsce, nadaje się do małych form. Żałuję, że nie ma modeliny przeźroczystej, co to by wtedy były za możliwości... W tym roku zrobię dyplom na akademii. Moim marzeniem jest wyjechać w góry Izerskie. Tam mieszkają różni fajni ludzie, podtrzymujący tradycje hippisowskie, czy wogóle tradycje życia na wsi. Mieszkają w odnowionych poniemieckich domach. To nie są komuny, raczej wspólnoty duchowe. Łączy ich muzyka Reggae, buddyzm, albo zamiłowanie do sztuki. Fajni ludzie, w miastach takich już nie ma. W mieście są ludzie kategori A i moje figurki."


BEATA TOPOLSKA




ULEPIŁEM KILKA
TYSIĘCY
LUDZIKÓW,
PAN BÓG
ZROBIŁ TAKICH
FIGUREK KILKA
MILIARDÓW,
ALE ON MIAŁ
WIĘCEJ CZASU.
JA, PAWEŁ
NOWICKI, MAM
DOPIERO
27 LAT.
NIEKIEDY PATRZĘ Z
ZAŻENOWANIEM
W ICH ŚLEPIA
I GŁUPIO MI, ŻE
MAJĄ TAKIE
OHYDNE PYSKI.
TAK WYSZŁO.
SORRY,
POTWORY.